Kancelaria nie może brać pieniędzy za wskazanie wykonawcy swojemu klientowi i nie będziemy udawać, że da się to obejść. Dlatego między nami nie ma żadnych przepływów: ani prowizji, ani faktur, ani „upominków”. Korzyść idzie w całości do Waszego klienta — dostaje 5% rabatu na projekt, bo przyszedł z Waszego polecenia.
Dla Was zostaje to, co w tej relacji jest naprawdę warte więcej: wykonawca, którego nie musicie tłumaczyć klientowi, i polecenia w drugą stronę, gdy nasz klient potrzebuje prawnika.
Wymagamy tylko nazwy kancelarii i adresu e-mail — reszta przyspiesza odpowiedź, ale jej nie warunkuje. Wyłączności na powiat nie przyzna formularz, więc odpowiada na nią człowiek, w ciągu jednego dnia roboczego.
Żadnej prowizji, żadnej faktury, żadnej formy wynagrodzenia. To nie jest deklaracja dobrej woli, tylko warunek, na którym ta współpraca w ogóle może istnieć.
5% wartości projektu, zdejmowane z oferty, zanim ją zobaczy. Klient wie, skąd się wziął, bo piszemy to w ofercie wprost.
Nie chcemy stawiać Was obok konkurencji z tej samej ulicy. Dlatego najpierw sprawdzamy, czy miejsce jest wolne, i dopiero potem potwierdzamy współpracę.
Spółki, przekształcenia, umowy IT, spory z wykonawcami — pytania prawne padają u nas regularnie i dziś odsyłamy je przypadkowo. Wolimy odsyłać do kogoś, kogo znamy.
Nazwa kancelarii nie pojawi się w żadnej naszej realizacji, ofercie ani na stronie, dopóki nie dostaniemy tego na piśmie.
Dajecie klientowi link albo nasz kontakt. To on decyduje, czy się odezwie i co nam o sobie powie — tajemnica zawodowa zostaje nienaruszona.
Pięć pól: nazwa, osoba, adres, miasto i specjalizacja. Nic więcej na tym etapie nie jest nam potrzebne.
Piętnaście minut. Sprawdzamy, czy powiat i specjalizacja są wolne, i mówimy wprost, czego nie robimy.
Dostajecie jedną stronę z tym, co ustaliliśmy — rabat dla klienta, wyłączność, zasady powoływania się. Bez tego to tylko miła rozmowa.
Klient, który przychodzi z Waszego polecenia, dostaje 5% rabatu i pierwszeństwo w terminach. Co ważniejsze, dostaje też rozmowę, która kończy się konkretną kwotą — również wtedy, gdy ta kwota brzmi „nie warto tego robić”. Kancelaria, która poleca wykonawcę mówiącego klientowi prawdę o budżecie, nie ryzykuje własną reputacją.
Konstrukcja jest prosta: nie płacimy Wam niczego, w żadnej formie. Korzyść otrzymuje wyłącznie klient i jest jawna — widnieje w ofercie, którą dostaje. Rekomendujemy, żebyście przed podpisaniem czegokolwiek przeszli to z własnym działem compliance; nie jesteśmy od wydawania opinii o Waszych obowiązkach.
5% rabatu na projekt i pierwszeństwo w terminach. Rabat zdejmujemy z oferty przed jej wysłaniem, więc klient nie musi o niego prosić ani się powoływać.
Dopóki współpraca żyje. Jeśli przez dwanaście miesięcy nie trafi od Was nikt i Wy nie dostaniecie nikogo od nas, odzywamy się i pytamy, czy ma to sens — a nie zwalniamy miejsca po cichu.
Nie od razu. Zgłoszenie to pięć pól i rozmowa. Na piśmie powstaje dopiero ustalenie po rozmowie, i to jedna strona, nie umowa ramowa na dwadzieścia.
Odpowiadamy przed nim my, nie Wy. Dlatego w ustaleniach jest zapis, że nie powołujemy się na Waszą kancelarię jako gwaranta jakości — polecenie to nie poręczenie.