W Polsce to 37,91%, nie 60 — i mniej niż z komputerów. Dane z sześciu rynków, długi ogon rozdzielczości i trzy testy na własnym telefonie.

Zalecenie „projektujcie najpierw pod telefon" powtarza się w każdej ofercie i opiera się na liczbie, której prawie nikt nie sprawdził. Poprzednia wersja tego artykułu podawała, że w Polsce z urządzeń mobilnych pochodzi ponad 60% ruchu, a globalnie 70%.
Sprawdziliśmy to u źródła i obie liczby są nieprawdziwe, a pierwsza jest odwrócona.
Pomiar StatCounter za sierpień 2026 wygląda tak:
Udział urządzeń na sześciu rynkach — sierpień 2026
StatCounter Global Stats, sierpień 2026
W Polsce: komputery 61,33%, telefony 37,91%, tablety 0,76%. Nie „ponad 60% mobile" — dokładnie na odwrót, to komputery mają ponad sześćdziesiąt procent.
Na świecie: telefony 49,36%, komputery 49,11%, tablety 1,54%. Mniej więcej pół na pół, a nie siedemdziesiąt procent.
A najciekawsze jest to, co widać dopiero po zestawieniu kilku rynków:
rynek | komputery | telefony | tablety |
|---|---|---|---|
Polska | 61,33% | 37,91% | 0,76% |
Szwajcaria | 55,30% | 42,88% | 1,82% |
Francja | 52,98% | 44,59% | 2,43% |
Europa | 50,67% | 47,12% | 2,21% |
Niemcy | 47,38% | 50,89% | 1,74% |
świat | 49,11% | 49,36% | 1,54% |
Polska jest najbardziej „komputerowym" rynkiem z tej szóstki, a różnica wobec Niemiec sięga czternastu punktów procentowych. Niemcy są jedynym rynkiem w tym zestawieniu, gdzie telefony wychodzą na prowadzenie — i to minimalnie.
Warto zauważyć, że w czterech z sześciu pozycji komputery prowadzą, a Francja i Szwajcaria układają się dokładnie w tym samym kierunku co Polska, tylko łagodniej. Nie jest więc tak, że Polska jest wyjątkiem na tle Europy — to raczej Niemcy odstają od reszty zestawienia.
Praktyczny wniosek jest taki, że zalecenie przepisane z zagranicznego poradnika może być dla polskiej firmy po prostu nietrafione. Tekst napisany na rynek niemiecki, gdzie telefony mają przewagę, doradzi coś innego niż dane z Waszego kraju. To jest dokładnie ten mechanizm, przez który „60% ruchu mobilnego" trafiło do naszego artykułu: ktoś kiedyś przepisał cudzą liczbę bez sprawdzenia, z którego rynku pochodzi.
Skąd te liczby i czego nie obejmują. StatCounter mierzy odsłony w sieci ponad miliona witryn, ponad trzy miliardy odsłon miesięcznie. Trzy zastrzeżenia trzeba przenieść razem z wynikiem, bo bez nich liczba brzmi twardziej, niż jest: nie stosuje ważenia statystycznego, więc próbka odzwierciedla sieć partnerską, a nie populację; filtrowanie botów jest niedoskonałe i firma sama to pisze; a dane podlegają korektom przez 45 dni od publikacji. To jest próbka dużej sieci, nie spis powszechny.
Jedno zastrzeżenie dotyczy naszego własnego starego twierdzenia. Mówiło ono o sklepach internetowych, a StatCounter mierzy cały ruch. Branże rzeczywiście się różnią i handel bywa bardziej mobilny niż przeciętna. Ale to tłumaczy najwyżej rozmiar różnicy, nie jej kierunek — a my podawaliśmy kierunek odwrotny do zmierzonego.
Dlaczego w Polsce komputery wygrywają. Tego StatCounter nie wyjaśnia i nie będziemy udawać, że wyjaśnia. Nasza robocza interpretacja, oparta na tym, co widzimy u klientów: ruch decyzyjny i zakupowy w usługach dla firm dzieje się w godzinach pracy, przy biurku. Jeśli sprzedajecie firmom, zaprojektowanie strony wyłącznie pod telefon oznacza porzucenie większości rynku, który podejmuje decyzję.
To nie jest argument przeciwko obsłudze telefonów. To argument przeciwko traktowaniu ich jako jedynego przypadku.
Określenie zrobiło karierę i po drodze zmieniło znaczenie. Warto je odzyskać, bo w pierwotnej wersji jest użyteczne, a w obiegowej prowadzi do błędu, który właśnie opisaliśmy.
Pierwotnie „mobile first" było metodą projektowania przez ograniczenie: zacznij od najwęższego ekranu, bo tam mieści się najmniej, więc musisz rozstrzygnąć, co jest najważniejsze. Potem, idąc w górę, dodajesz to, na co jest miejsce. Wartość tej metody leży w wymuszeniu hierarchii, a nie w preferowaniu telefonów.
W obiegu stało się to skrótem do „projektujemy pod telefon, komputer jakoś wyjdzie". I to jest wersja, która przy polskich danych oznacza projektowanie pod trzydzieści osiem procent ruchu.
Różnica jest praktyczna. Metoda pierwsza daje stronę, która na komputerze wygląda na przemyślaną, bo hierarchia została ustalona tam, gdzie było najciaśniej. Skrót drugi daje stronę, która na komputerze wygląda jak rozciągnięty telefon: jedna kolumna na środku, ogromne odstępy i puste dwie trzecie ekranu.
Jeśli sprzedajecie firmom, warto zadać wykonawcy jedno pytanie i posłuchać, którą wersję opisuje: „jak ta strona wykorzysta szeroki ekran?" Odpowiedź „będzie wyśrodkowana" znaczy, że kupujecie skrót.
Drugie twierdzenie z poprzedniej wersji brzmiało, że trzy punkty przełamania — 768, 1024 i 1200 pikseli — pokrywają 95% urządzeń. Tę liczbę też da się sprawdzić.
Długi ogon rozdzielczości mobilnych w Polsce
StatCounter Global Stats, sierpień 2026
Rozdzielczości ekranów mobilnych w Polsce, sierpień 2026: 414×896 to 15,86%, dalej 393×873 z 7,65%, 384×832 z 7,27%, 360×800 z 7,04% i 390×844 z 6,99%.
Trzy najczęstsze dają razem 30,78%. Pięć najczęstszych — około 45%. Żeby dojść do dziewięćdziesięciu pięciu procent, trzeba zejść daleko w ogon.
To jest rozkład długoogonowy i wniosek z niego jest dokładnie przeciwny do oryginalnego: nie ma trzech kategorii urządzeń, pod które da się zaprojektować. Jest ciągłe spektrum szerokości, w którym każda popularna wartość to kilka procent rynku.
Projektowanie pod punkty przełamania oznacza więc, że układ jest poprawny w kilku miejscach osi i przypadkowy pomiędzy nimi. A „pomiędzy" to jest większość Waszych odwiedzających.
Warto dodać, że sama lista rozdzielczości starzeje się szybciej niż strona. Wartości z czołówki zmieniają się z każdym pokoleniem telefonów, więc układ przywiązany do konkretnych liczb wymaga przeglądu co kilkanaście miesięcy — i zwykle nikt go nie robi, bo nic nie wygląda na zepsute. Układ zdefiniowany funkcją ciągłą tego przeglądu nie potrzebuje, bo nie zna żadnej konkretnej rozdzielczości.
Wniosek techniczny jest jeden i ma nazwę: skalowanie ciągłe. Zamiast definiować kilka progów, po których układ skacze, definiuje się funkcję, która zmienia rozmiary płynnie razem z szerokością okna.
Punkty przełamania kontra skalowanie ciągłe
Opracowanie własne
Ten serwis działa właśnie tak i to jest nasz własny przykład, nie teoria. Typografia jest opisana dwudziestoma dziewięcioma deklaracjami funkcji `clamp()`, które skalują rozmiary od 360 do 2560 pikseli szerokości — od najwęższego telefonu po ekran 4K. Sztywne wartości pikselowe są w naszych wytycznych projektowych zakazane wprost, a nie odradzane.
Trzy rzeczy, które to daje, i warto je znać, bo przekładają się na rozmowę z wykonawcą:
Układ jest poprawny na całej osi, nie w trzech punktach. Telefon o szerokości 393 pikseli i telefon o 414 nie dostają dwóch różnych wersji tej samej strony, tylko tę samą, proporcjonalnie dopasowaną.
Nie ma narzutu wydajnościowego. Skalowanie ciągłe realizuje przeglądarka natywnie, przy okazji obliczania stylów. Nie jest to skrypt, który musi się załadować i wykonać.
Nie przybywa pracy przy każdym nowym urządzeniu. Punkty przełamania trzeba dokładać, gdy pojawia się popularna szerokość, której nie przewidziano. Funkcja ciągła nie ma czego dokładać.
Punkty przełamania nadal mają zastosowanie — ale do zmiany układu, a nie rozmiarów: gdy trzy kolumny mają się zamienić w jedną, a menu poziome w rozwijane. To są decyzje jakościowe i jest ich kilka. Rozmiar tekstu, odstępy i proporcje obrazów zmieniają się płynnie.
Bez narzędzi, bez wiedzy technicznej i bez pytania wykonawcy. Wszystkie trzy przechodzimy u siebie i dlatego możemy je polecać.
Trzy testy na własnym telefonie — co zrobić i co znaczy wynik
Digital Vantage, schemat własny
Test strefy kciuka. Weźcie telefon w jedną rękę, tak jak trzymacie go w tramwaju. Czy najważniejszy przycisk — zadzwoń, wyślij zapytanie, zamów — da się nacisnąć kciukiem bez przekładania telefonu? Elementy w górnych rogach są poza naturalnym zasięgiem przy obsłudze jedną ręką, a to właśnie tam wykonawcy najczęściej umieszczają telefon i menu.
Test tabel i szerokich treści. Znajdźcie na stronie tabelę, cennik albo wykres. Przewińcie palcem w bok. Prawidłowo przewija się sama tabela, a strona stoi w miejscu. Nieprawidłowo — przesuwa się cała strona, na dole pojawia się poziomy pasek, a tekst ucieka poza ekran. U nas szerokie treści mają własne przewijanie i jest to reguła zapisana w wytycznych, nie przypadek.
Test blokady powiększania. Spróbujcie przybliżyć stronę dwoma palcami. Jeśli się nie da, ktoś zablokował powiększanie — najczęściej jednym parametrem w kodzie, dodanym „żeby układ się nie rozjeżdżał". Dla osoby, która gorzej widzi, jest to bariera, a nie niedogodność. Nasz znacznik ustawia szerokość na szerokość urządzenia i skalę początkową na jeden, bez blokady powiększania — sprawdzicie to u siebie tym samym gestem.
Jeśli któryś test wypada źle, macie konkret do rozmowy z wykonawcą zamiast wrażenia, że „coś jest nie tak na telefonie".
Jeśli strona działa wolno na telefonie, w zdecydowanej większości przypadków przyczyną nie jest układ ani kod, tylko zdjęcia. Mechanizm jest prosty i warto go znać, bo pozwala zadać właściwe pytanie.
Ten sam plik dla każdego ekranu. Zdjęcie przygotowane pod ekran 2560 pikseli szerokości i wysłane bez zmian na telefon o szerokości 393 to kilkukrotnie więcej danych, niż da się wyświetlić. Przeglądarka pobiera całość, a potem zmniejsza w locie — czyli płacicie transferem za piksele, których nikt nie zobaczy.
Rozwiązanie jest mechaniczne, nie projektowe. Serwer przygotowuje kilka rozmiarów każdego zdjęcia, a przeglądarka sama wybiera właściwy, znając szerokość ekranu i gęstość pikseli. Nie wymaga to decyzji redakcyjnych ani innego układu — to jest konfiguracja, którą albo ktoś zrobił, albo nie.
Format też ma znaczenie. Nowsze formaty kompresji dają przy tej samej jakości wyraźnie mniejsze pliki niż klasyczny JPEG, a przeglądarki, które ich nie obsługują, dostają wersję zapasową. To również jest ustawienie, nie decyzja artystyczna.
Czego nie widać, a kosztuje najwięcej: zdjęcie w nagłówku, które ładuje się jako pierwsze i zwykle jest największe na stronie. To ono decyduje o tym, po jakim czasie odwiedzający zobaczy cokolwiek — i to jego warto zmierzyć w pierwszej kolejności.
Pytanie do wykonawcy brzmi więc nie „czy strona jest responsywna", tylko „czy zdjęcia są serwowane w rozmiarze dopasowanym do ekranu". To dwie różne rzeczy i pierwsza bywa spełniona bez drugiej.
Są sytuacje, w których dopasowanie szerokości nie wystarcza i potrzebna jest osobna decyzja projektowa, a nie kolejny punkt przełamania.
Tabele porównawcze i cenniki. Dziesięć kolumn nie zmieści się na telefonie w żadnym układzie. Potrzebna jest inna forma tej samej informacji — karty zamiast wierszy, wybór dwóch pozycji do porównania, rozwijane sekcje. To jest przeprojektowanie treści, nie stylów.
Formularze wielokrokowe. Formularz, który na komputerze mieści się na jednym ekranie, na telefonie staje się długim przewijaniem z klawiaturą zasłaniającą połowę widoku. Podział na kroki bywa tu jedynym rozwiązaniem i trzeba go zaplanować, a nie wymusić stylami.
Długie listy i wyszukiwanie. Na szerokim ekranie filtr może stać obok wyników. Na wąskim musi się gdzieś schować, a to zmienia ścieżkę — i jest decyzją o tym, co jest ważniejsze, nie o tym, ile pikseli ma kolumna.
Wspólny mianownik: to są rozstrzygnięcia z etapu szkicu, nie z etapu kodowania. Co zapada na wireframie i czego potem nie da się tanio cofnąć, opisujemy osobno.
Prawie każda oferta je zawiera i prawie nigdy nie znaczy tego samego. Cztery pytania rozstrzygają, co dokładnie kupujecie.
„Responsywny" znaczy dopasowanie szerokości czy przeprojektowanie układu? To jest różnica między zmianą stylów a inną wersją strony. Tabela, która na telefonie zamienia się w karty, jest przeprojektowaniem i powinna być osobną pozycją w wycenie.
Czy w cenie są szerokie ekrany, czy tylko wąskie? Oferta opisująca „wersję mobilną" często milczy o tym, co się dzieje powyżej tysiąca pikseli — a to jest, przypomnijmy, sześćdziesiąt jeden procent polskiego ruchu.
Ile punktów przełamania i po co? Dobra odpowiedź nazywa momenty, w których układ ma się zmienić jakościowo: gdy trzy kolumny stają się jedną, gdy menu się zwija. Zła odpowiedź podaje listę rozdzielczości urządzeń.
Kto sprawdza efekt i na czym? „Testowane na urządzeniach" bez wymienienia których znaczy zwykle: w oknie przeglądarki zwężonym myszą. To nie to samo co telefon w ręku, bo emulator nie ma kciuka, klawiatury zasłaniającej pół ekranu ani wolnego łącza.
I jedna rzecz, o którą warto poprosić przy odbiorze: żeby wykonawca przeszedł przy Was ścieżkę do kontaktu na swoim telefonie. Nie na komputerze, nie w emulatorze. Trzy minuty, a wychodzi z tego więcej niż z całej dokumentacji.
Liczby z początku tego tekstu to średnia dla całego polskiego internetu. Wasza strona nie jest średnią i są branże, w których proporcja wygląda inaczej — usługi lokalne, gastronomia, handel detaliczny, wszystko, czego się szuka w drodze.
Dlatego jedyny sensowny następny krok to sprawdzenie własnych danych, a nie przyjęcie cudzej liczby. Zajmuje to kilka minut w dowolnym narzędziu analitycznym: podział ruchu według kategorii urządzenia, okno co najmniej trzymiesięczne, z wykluczonym ruchem własnym. Krótsze okno pokazuje sezon albo kampanię, nie strukturę.
Trzy rzeczy, na które warto spojrzeć przy okazji, bo zmieniają wnioski:
Rozkład w ciągu doby. Jeśli telefony dominują wieczorem, a komputery w godzinach pracy, to prawdopodobnie macie dwie różne grupy odbiorców przy dwóch różnych zadaniach — i różne rzeczy powinny być dla nich najłatwiejsze.
Różnica między ruchem a konwersją. Zdarza się, że telefony dają większość wejść i mniejszość zapytań. To nie zawsze znaczy, że strona jest zepsuta na telefonie; częściej, że decyzja zapada gdzie indziej. Jak czytać taki rozjazd, nie wyciągając z niego fałszywego wniosku, opisujemy w tekście o współczynniku konwersji.
Skąd przychodzą. Ruch z wyszukiwarki, z kampanii i z mediów społecznościowych ma różny udział urządzeń. Jeśli planujecie kampanię, jej kanał przesunie tę proporcję niezależnie od tego, co pokazuje dzisiejsza statystyka.
Wniosek dla wszystkich przypadków jest ten sam: obsłużcie oba końce osi porządnie. Spór „mobile czy desktop" ma sens tylko wtedy, gdy budżet wystarcza na jedno — a wtedy prawdziwym pytaniem jest, gdzie zapada decyzja, a nie gdzie jest więcej wejść.
Jak zmierzyć szybkość własnej strony. Responsywność i wydajność to dwie różne rzeczy, choć często mylone. Pomiar opisujemy w tekście o testowaniu.
Dostępność. Blokada powiększania jest jedną z barier, ale cała dziedzina ma własne wymagania i własny tekst.
Jak ocenić projekt graficzny. Heurystyki, norma i pytania do wykonawcy są w tekście o UX i UI.
Ile kosztuje przebudowa. Rachunek zależy od tego, czy zmienia się układ, czy tylko style — a to rozstrzyga się wcześniej. Pełne rozbicie jest w dziale kosztowym.
Kwadrans nad tym, czy to kwestia stylów, czy układu — bo od tego zależy, czy mówimy o poprawce, czy o przeprojektowaniu.
Co rozstrzyga się na etapie projektu, a czego w kodzie już nie da się tanio cofnąć. Dwa teksty i trzy testy do zrobienia na własnej stronie.
Różnica, która zmienia wycenę. Sześć zasad z normy ISO przełożonych na ryzyko, heurystyki Nielsena jako lista kontrolna i prawda o „9400% ROI".
Twoj Partner w Biznesie, zespół Digital Vantage
Zespół Digital Vantage to grupa doświadczonych specjalistów łączących kompetencje z zakresu web developmentu, inżynierii oprogramowania, DevOps, UX/UI designu oraz marketingu cyfrowego. Wspólnie realizujemy projekty od koncepcji po wdrożenie — strony internetowe, sklepy e-commerce, dedykowane aplikacje i strategie digitalowe. Nasz zespół łączy wieloletnie doświadczenie z korporacji technologicznych z elastycznością i bezpośredniością, jaką daje praca w mniejszej, zgranej strukturze. Pracujemy w metodykach zwinnych, stawiamy na przejrzystą komunikację i traktujemy każdy projekt jak własny biznes. Siłą zespołu jest różnorodność perspektyw — od architektury systemów i infrastruktury, przez frontend i design, po SEO i strategię content marketingową. Dzięki temu klient otrzymuje spójne rozwiązanie, w którym technologia, estetyka i cele biznesowe idą w parze.
Spis treści · 11 sekcji · 13 minut czytania
Oceń artykuł
Wróć do przewodnika: Strony internetowe — przewodnik po całym dziale

Ile kosztuje pozycjonowanie? Nie ma niezależnego badania cen SEO w Polsce. Jak z cenników agencji policzyć godziny, linki i teksty oraz porównać oferty.

Co znaczy każda część raportu PageSpeed Insights: dane z 28 dni od użytkowników, wynik Lighthouse, telefon kontra komputer i dlaczego wynik się zmienia.

Co musi zawierać karta produktu: zdjęcia, cena z zasadą 30 dni, obowiązkowe informacje z GPSR, dostawa i zwroty, opinie oraz dane strukturalne dla Google.

Audyt SEO sklepu w siedmiu krokach: indeksowanie, Core Web Vitals, wyniki rozszerzone i duplikaty w Search Console, potem dane w Merchant Center.

SLA co to jest: ile przestoju mieści się w 99,9%, jak wyglądają SLA AWS, Microsoft i Google, SLO, RPO i RTO oraz 10 rzeczy do sprawdzenia w umowie.

Szablony WordPress wybiera się nie wyglądem: katalog podaje trzy pola, które mówią, ile szablon będzie kosztował za rok. I co znika przy jego zmianie.

Trzy warstwy audytu w kolejności, w jakiej mają znaczenie, lista sprawdzeń i cena podana wprost. Z trzema znaleziskami, których nie zobaczycie sami.

Ta sama wizytówka bywa wyceniona na 3 000 i 18 000 zł, i obie ceny bywają uczciwe. Sześć czynników z badania 112 ofert polskiego rynku.

Oferta za kilkaset złotych to nie cena strony, tylko najmniejsza część rachunku. Trzy poziomy cenowe, realny koszt po roku i cztery sygnały oferty za taniej.