Co rozstrzyga się na etapie projektu, a czego w kodzie już nie da się tanio cofnąć. Dwa teksty i trzy testy do zrobienia na własnej stronie.

Projektowanie strony bywa traktowane jak warstwa, która przychodzi na końcu i dotyczy wyglądu. To najdroższe nieporozumienie w całym procesie, bo na tym etapie zapadają decyzje, których w kodzie nie da się już tanio cofnąć — a wyglądają na decyzje o kolorach.
Ten dział nie jest przewodnikiem po estetyce. Jest rozdzielnią: dwa teksty, po jednym na pytanie, z którym firmy tu trafiają.
Trzy rzeczy, i żadna z nich nie jest kwestią gustu.
Co widać i w jakiej kolejności. Który element jest pierwszy, co da się pominąć, gdzie kończy się pierwszy ekran. To są decyzje biznesowe podjęte środkami graficznymi, a nie odwrotnie.
Czego nie będzie. Najbardziej niewygodna część projektowania i najrzadziej nazywana wprost: nie wszystko się mieści, więc ktoś musi wybrać. Jeśli nie wybierze projektant razem z Wami, wybierze przypadek.
Co będzie można zmienić samodzielnie. Blok zaprojektowany jako edytowalny i blok zaprojektowany „na sztywno" wyglądają identycznie na obrazku, a różnią się kosztem przez następne lata.
Najłatwiej zobaczyć to na przykładzie, który powtarza się u nas regularnie. Firma prosi o „przesunięcie formularza wyżej, bo klienci go nie widzą". Na szkicu jest to jedno przeciągnięcie prostokąta. Na działającej stronie ta sama prośba oznacza przebudowę komponentu, zmianę pól w systemie zarządzania treścią, poprawkę zapytań o dane, refaktoryzację stylów i testy sprawdzające, czy nie rozsypało się nic obok. Prośba brzmi identycznie w obu przypadkach — różni się tylko rachunek.
Warto od razu postawić granicę wobec sąsiednich działów, bo w ofertach te trzy rzeczy zwykle są zlepione. Kiedy poszczególne etapy następują i co kiedy trzeba dostarczyć — to dział procesowy. Na czym to wszystko stanie, czyli system i platforma — to dział technologiczny. Tutaj jest wyłącznie to, jak strona ma być zbudowana od strony układu i zachowania.
Wystarczy rozpoznać własną sytuację.
Ktoś pokazał Wam projekt i nie wiecie, co na nim oceniać. Dostajecie plik, macie go zaakceptować, a jedyne narzędzie, jakie przychodzi do głowy, to „podoba mi się albo nie". Tekst daje coś lepszego: sześć zasad z normy międzynarodowej przełożonych na ryzyko i koszt, dziesięć heurystyk użyteczności zamienionych w listę kontrolną dla zamawiającego, oraz prześledzony do końca łańcuch cytowań krążącej liczby „9400% zwrotu z inwestycji w UX" — z odpowiedzią, skąd naprawdę pochodzi: UX i UI — czym to jest i jak to ocenić.
Strona źle wygląda albo źle działa na telefonie. Zanim zamówicie przebudowę, warto sprawdzić, ile naprawdę macie ruchu mobilnego — bo najczęściej powtarzana liczba w tej dziedzinie jest dla Polski odwrócona. Tekst podaje pomiar dla sześciu rynków, pokazuje, dlaczego „trzy punkty przełamania pokrywają 95% urządzeń" nie jest prawdą, i daje trzy testy do zrobienia samodzielnie: strona mobilna — ile naprawdę jest ruchu z telefonów.
A jeśli oba pytania są Wasze? Zacznijcie od drugiego. Powód jest praktyczny: testy z telefonem zajmują kwadrans i dają twarde wyniki, a ocena projektu wymaga spokojnej godziny i lepiej ją robić, wiedząc już, co na obecnej stronie nie działa. Dodatkowo dane o ruchu mobilnym potrafią zmienić priorytet całego projektu — jeśli okaże się, że większość Waszych odbiorców siedzi przy komputerze, a wykonawca proponuje projekt „mobile first", macie temat do rozmowy, zanim cokolwiek podpiszecie.
A jeśli nie macie jeszcze żadnej strony? Wtedy ten dział jest za wcześnie. Zacznijcie od briefu — bez odpowiedzi na pytania o cel i odbiorcę każdy projekt graficzny będzie zgadywaniem, choćby był ładny.
Od którego tekstu zacząć — cztery sytuacje
Digital Vantage, schemat własny
Gdzie zapada decyzja i ile kosztuje jej zmiana
Pomiar własny Digital Vantage
To jedyny merytoryczny fragment, jaki ta strona zatrzymuje — bo dotyczy obu tekstów naraz i porządkuje rozmowę z wykonawcą.
Na szkicu zapada układ: kolejność sekcji, liczba kroków do działania, co jest najważniejsze. Poprawka kosztuje tu kwadrans. Ta sama poprawka w gotowym kodzie kosztuje u nas mniej więcej trzydziestokrotnie więcej i rachunek rozpisujemy przy wireframe'ach.
Na projekcie graficznym zapada warstwa wizualna i — co ważniejsze — system: czy powstaje spójny zestaw komponentów, czy pięć niezależnych obrazków. Pierwszy da się rozwijać bez projektanta, drugi wymaga go przy każdej nowej podstronie.
W kodzie zapada już tylko to, czego nie rozstrzygnięto wcześniej. I to jest najgorsze możliwe miejsce na taką decyzję, bo podejmuje ją wtedy programista, na podstawie tego, co wydaje mu się sensowne.
Praktyczny wniosek: im więcej pytań zadacie przy szarych prostokątach, tym mniej zapłacicie za odpowiedzi.
Cztery tematy brzmią projektowo, a rozstrzygają się gdzie indziej.
Kolejność prac i terminy. Co się dzieje po czym, ile trwa i co ten czas pożera — dział procesowy.
Konwersja. Ten temat stąd wyszedł, i warto powiedzieć dlaczego: design na konwersję wpływa, ale tak samo tekst, szybkość, oferta i jakość ruchu. Trzymanie go w dziale projektowym twierdziło, że należy do jednego składnika. Jest w dziale marketingowym, razem z naszym własnym lejkiem i z tym, dlaczego cudze studia przypadku się nie przenoszą.
Dostępność i WCAG. Osobna dziedzina z własnymi wymaganiami prawnymi i własnym tekstem, a nie podrozdział projektowania.
Ile to kosztuje. Za co się płaci w projekcie, opisujemy wewnątrz obu tekstów. Pełny rachunek wdrożenia jest w dziale kosztowym.
Jeśli macie już stronę, kwadrans z telefonem w ręku powie Wam więcej niż oba teksty przeczytane po kolei. Wszystkie trzy testy są opisane w tekście o wersji mobilnej i wszystkie trzy sprawdziliśmy najpierw na sobie.
Strefa kciuka — czy najważniejszy przycisk da się nacisnąć jedną ręką, bez przekładania telefonu.
Tabele i szerokie treści — czy przewija się sama tabela, czy cała strona ucieka w bok.
Powiększanie — czy da się przybliżyć stronę dwoma palcami, czy ktoś to zablokował „żeby układ się nie rozjeżdżał".
Każdy wynik negatywny to konkret do rozmowy z wykonawcą zamiast wrażenia, że „coś jest nie tak".
Kwadrans nad konkretnym plikiem: co na nim zapada nieodwracalnie, a co da się jeszcze zmienić bez kosztu.
Co rozstrzyga się na etapie projektu, a czego w kodzie już nie da się tanio cofnąć. Dwa teksty i trzy testy do zrobienia na własnej stronie.
Różnica, która zmienia wycenę. Sześć zasad z normy ISO przełożonych na ryzyko, heurystyki Nielsena jako lista kontrolna i prawda o „9400% ROI".
W Polsce to 37,91%, nie 60 — i mniej niż z komputerów. Dane z sześciu rynków, długi ogon rozdzielczości i trzy testy na własnym telefonie.
Twoj Partner w Biznesie, zespół Digital Vantage
Zespół Digital Vantage to grupa doświadczonych specjalistów łączących kompetencje z zakresu web developmentu, inżynierii oprogramowania, DevOps, UX/UI designu oraz marketingu cyfrowego. Wspólnie realizujemy projekty od koncepcji po wdrożenie — strony internetowe, sklepy e-commerce, dedykowane aplikacje i strategie digitalowe. Nasz zespół łączy wieloletnie doświadczenie z korporacji technologicznych z elastycznością i bezpośredniością, jaką daje praca w mniejszej, zgranej strukturze. Pracujemy w metodykach zwinnych, stawiamy na przejrzystą komunikację i traktujemy każdy projekt jak własny biznes. Siłą zespołu jest różnorodność perspektyw — od architektury systemów i infrastruktury, przez frontend i design, po SEO i strategię content marketingową. Dzięki temu klient otrzymuje spójne rozwiązanie, w którym technologia, estetyka i cele biznesowe idą w parze.
Spis treści · 5 sekcji · 5 minut czytania
Oceń artykuł
Wróć do przewodnika: Strony internetowe — przewodnik po całym dziale

Co musi zawierać karta produktu: zdjęcia, cena z zasadą 30 dni, obowiązkowe informacje z GPSR, dostawa i zwroty, opinie oraz dane strukturalne dla Google.

Szablony WordPress wybiera się nie wyglądem: katalog podaje trzy pola, które mówią, ile szablon będzie kosztował za rok. I co znika przy jego zmianie.

Nasz własny lejek z 180 dni, w tym krok powyżej 100%. Ile wynosi dobra konwersja według badań i dlaczego cudze studia przypadku się nie przenoszą.

Różnica, która zmienia wycenę. Sześć zasad z normy ISO przełożonych na ryzyko, heurystyki Nielsena jako lista kontrolna i prawda o „9400% ROI".

Wireframe, makieta i prototyp to trzy różne rzeczy. Co zapada na szkicu, ile kosztuje zmiana później i jak sprawdzić układ na pięciu osobach.

Dlaczego jeden pomiar nic nie znaczy, czym różni się test laboratoryjny od danych od użytkowników i co sprawdzić przed uruchomieniem strony.

W budownictwie rozstrzygają zdjęcia, w gastronomii menu i godziny, w transporcie dowód wiarygodności. Pięć profili branżowych i w co każda przepłaca.

Po co strona istnieje, do kogo mówi, jak jest ułożona i na czym stoi. Pięć decyzji z kryterium rozstrzygającym i medianami cen z polskiego rynku.

Akt o dostępności obowiązuje od 28.06.2025, ale tylko dla katalogu usług. Sprawdź, czy Cię dotyczy, ile wynoszą kary i czego Lighthouse nie sprawdzi.